że ktoś biegnie w jego stronę. Dwie osoby.

determinacji mordercy.

– Nie złamałem prawa – upierał się Valdez.
– No i się nie rozczarowała. Co powiecie, jeśli zaproszę was na pizzę?
– Cześć, Rick. – Usłyszał kobiecy głos, mgliście znajomy i przejmująco zimny. –
zapytałam ją, co się właściwie dzieje. Odparła, że mam się nie martwić, że wszystko ma pod
Starał się omijać i kałuże, i przechodniów. Przeniknął obok nich rowerzysta nieskrępowany
Przyjaciółka i koleżanka po fachu, Paula Sweet, zapewniała, że Jonas to klucz do raju; jest w
pierwszy od przyjazdu do Kalifornii nabrał nadziei, że uda mu się złapać prześladowcę.
towarzystwa. Obok zwierciadła piętrzą się pudła ubrań i kosmetyków. Na pręcie
hot doga z frytkami i pepsi w butelce – i usiadł przy stoliku w rogu, za sztuczną palmą w
oprawek.
wyjaśniła Atropos. Cricket zaczęła się trząść. Atropos wyjęła z kieszeni mniejszy szklany słoik i zbliżyła go do światła. W środku siedziały owady... świerszcze. Trzy czy cztery ciemne świerszcze. Na miłość boską! Atropos ostrożnie odkręciła słoik i peseta wyjęła jednego małego świerszcza. Miotał się, próbował wyrwać, ale nadaremnie. Atropos otworzyła słój z pająkami. Przez krótką dramatyczną chwilę przytrzymała świerszcza nad otwartym słojem, a potem upuściła. Przerażona Cricket patrzyła. Świerszcz wylądował w pułapce z pajęczyn i przykleił się do nici. Walczył, ale tylko przez moment. Pająki rzuciły się do ataku. Cricket, chora ze strachu, patrzyła, jak walczą. Zwyciężył duży brązowy pająk, zatopił w świerszczu śmiertelny kolec. Cricket zadygotała. Serce waliło jej jak młotem, żołądek podszedł do gardła. - Hm, niezbyt miły widok. - Atropos zawiązała wokół słoja splecioną czerwono-czarną nić. - No cóż, przedstawienie skończone. Dobranoc, pchły na noc. Karaluchy pod poduchy, a szczypawy do zabawy. Przyświecając latarką, weszła na górę po skrzypiących schodach. Cricket znów ogarnęła ciemność. Słój z pająkami stał kilka centymetrów od jej twarzy. Nie musiała być geniuszem, żeby domyślić się, jaki los zgotowała jej Atropos. Do oczu napłynęły jej łzy. A tuż obok, w ciemnościach czaiły się pająki. Zrobiłaś to? Usiłowałaś zabić Amandę? Jechała przez miasto i znów męczył ją ten okropny głos podobny do głosu Kelly. Omal nie przejechała na czerwonym świetle. Włączyła radio, próbując go zagłuszyć. Nie pomogło. Nie dawał jej spokoju. A Josh? Zabiłaś go... to takie cholernie wygodne, że nic nie pamiętasz. Śnił ci się martwy Josh leżący na biurku. A co z Amandą? Nie pamiętasz, jak byłaś w jej garażu? Jak wodziłaś palcami po gładkim lakierze jej małego czerwonego kabrioletu? Czułaś pod palcami nawet najmniejszą skazę na powierzchni składanego dachu. Potem atak Bernedy. Lekarze mówią, że nie zażyła lekarstwa, że nie było w jej krwi śladów nitrogliceryny, choć Lucille przysięga, że Berneda połknęła pigułkę. Byłaś tam. Poszłaś powiedzieć jej dobranoc. Widziałaś na stoliku fiolkę z nitrogliceryną. Nawet jej dotknęłaś, gdy sięgałaś po chusteczkę... zrobiłaś coś jeszcze? Coś, co siedzi teraz w jakimś ciemnym kącie twojego mózgu, dziurawego jak ser szwajcarski? Boże, trzeba być potworem, żeby próbować zabić własną matkę! Zaparkowała w bocznej uliczce. Spojrzała na elegancki wiktoriański dom, w którym mieściły się prywatne biura. Z samochodu zobaczyła okna gabinetu Adama. Drugie piętro, tuż pod dachem. Spędziła w szpitalu sporą część dnia i zrobił się już prawie wieczór, ale Adam zgodził się z nią spotkać. Cienie domów i drzew wydłużały się, zapowiadając nadejście zmierzchu. Czy Adamowi na pewno można ufać? Czy nie kierują nim jakieś ukryte motywy?
Byli tu kilka razy z Jennifer, raz nawet świętowali tu jej urodziny, ale wspomnienie było
Żeby go dręczyć?
– Delikatnie mówiąc.

fizyczny. A teraz... teraz była Milla Edge.

- Jak ją znalazłeś?
pensja żony. Susanna zakładała, że jej standard by się nie zmienił.
będzie wiedziała. Teraz mogła skupić się jedynie na najbliższej
**
ku sobie.
opróżnili swoje kubki z kawą; byli gotowi do powrotu na trasę.
się z Rossem i Julią, zapomni im wszystko, przebaczy. A ona nie
pewnie umieściłby w nim kilka swoich najładniejszych kamyków.
- Pracował cały czas dla jednego człowieka?
przynajmniej pół godziny wcześniej. Wieś Guadalupe leżała jakieś
44
znaczy! - Starała się, mówić spokojnie, ale jej głos zabrzmiał ostro i
wszystko w porządku. Potem włożył ręce w kieszenie i oparł się o
Odruchowo się zasłaniając, Milla zdjęła nogi z fotela i

©2019 w-wywolac.szczecin.pl - Split Template by One Page Love